Witajcie!
Jesienne wieczory mają to do siebie, że są długie i można je spędzić...pod kocykiem i z książką. Tak też się stało i dziś przychodzę do Was z przemyśleniami po przeczytaniu kolejnej powieści.
Bardzo lubię
czytać książki napisane przez Panią Izabellę Frączyk. Znam większość pozycji z
Jej dotychczasowego dorobku literackiego i zawsze te książki wprawiały mnie w
doskonały humor. Jedna z nich „Kobiety z odzysku” tak mnie „uwiodła” treścią,
że czytałam ją dwukrotnie, oczywiście w odstępie czasowym. Dlatego teraz, z wielką ciekawością
sięgnęłam po trzynastą już książkę autorki
pt. „Wszystko nie tak!”, którą zadedykowała
swojemu psu o imieniu Tornado. Pewnie
jesteście zdziwione, że psu? A dlaczego nie?! Wprawdzie sama pisarka
przypuszcza, że „czytelnicy wezmą mnie w
tej chwili za osobę niespełna rozumu” ale, gdyby
nie Tornado, nasz dom byłby pusty i nijaki,...i „nie
byłoby moich książek.”*