Witajcie,
Czy prowadziliście kiedyś pamiętnik? Taki, do którego trafiały wszystkie najskrytsze myśli, marzenia i pierwsze miłości? Miejsce, w którym można było zapisać wszystko to, czego nie miało się odwagi wypowiedzieć na głos. Myślę, że wiele osób choć raz w życiu miało taki zeszyt pełen sekretów. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ właśnie pamiętnik staje się jednym z najważniejszych elementów powieści „Daleki rejs” Magdaleny Buraczewskiej-Świątek.
Książkę miałam okazję przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia i było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Byłam ciekawa, czy ta historia mnie poruszy, czy zostanie ze mną na dłużej i czy będzie kolejną opowieścią o miłości, czy może czymś znacznie więcej.
Na łamach historii napisanej przez Autorkę poznajemy Antoninę- trzynastoletnią dziewczynkę, która swoje emocje zamyka na kartach pamiętnika. Jest inteligentna, oczytana i bardzo dojrzała jak na swój wiek, ale jednocześnie niezwykle nieśmiała. To właśnie w pamiętniku zapisuje uczucia do Macieja- starszego od siebie opiekuna, który nieświadomie staje się bohaterem jej nastoletnich marzeń. To pierwsza miłość -niewinna, szczera i pełna nadziei, którą zna chyba każdy z nas.
Po latach spotykamy Antoninę ponownie. Dziś jest już Polą Nowakowską- dwudziestosześcioletnią kobietą, która przyjeżdża do Darłowa, próbując poukładać swoje życie od nowa. Za sobą ma bolesne rozstanie, a przed sobą wyzwanie napisania własnej książki. Choć wydaje się, że nowy rozdział dopiero się rozpoczyna, przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć. Bo Pola tworzy historię Wandy- kobiety, która po latach wraca do miejsca związanego z dawną miłością. Początkowo wydaje się, że jest to jedynie literacka fikcja, jednak z każdą kolejną stroną coraz wyraźniej widać, że losy Wandy i Poli zaczynają się przenikać. Bardzo spodobał mi się ten zabieg. Pokazuje on, że często piszemy o tym, co nosimy głęboko w sercu, nawet jeśli nie zawsze jesteśmy tego świadomi.
Jednak „Daleki rejs” nie byłby tą samą historią bez bohatera mężczyzny- Macieja. To właśnie on jest osią całej opowieści i osobą, która od lat zajmuje wyjątkowe miejsce w sercu Poli. Kiedy ich drogi ponownie się przecinają, okazuje się, że również on nosi w sobie wiele niewypowiedzianych emocji i trudnych wspomnień. To właśnie te doświadczenia sprawiają, że Maciej nie potrafi tak po prostu zostawić wszystkiego za sobą. Czy będzie umiał zawalczyć o swoje szczęście? Czy pierwsza miłość rzeczywiście ma szansę przetrwać próbę czasu? Tego już nie zdradzę, bo warto odkryć tę historię samemu.
Nie ukrywam, że początek książki był dla mnie wymagający. Potrzebowałam chwili, aby odnaleźć się w pamiętnikowych zapiskach młodej Antoniny. Jednak z każdą kolejną stroną coraz bardziej wciągałam się w opowieść i z zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów.
Ogromnym atutem tej powieści jest jej klimat. Darłowo i Bałtyk nie są jedynie miejscem akcji. Morze staje się cichym świadkiem ludzkich emocji- miłości, tęsknoty, rozczarowań i nadziei. Szum fal towarzyszy bohaterom w najważniejszych momentach ich życia, daje ukojenie i przypomina, że po każdym sztormie w końcu wychodzi słońce.
To jednak nie tylko historia o miłości. To przede wszystkim opowieść o wyborach, których dokonujemy każdego dnia. O tym, że czasami boimy się zrobić pierwszy krok, bo nie wiemy, co nas czeka. A przecież w życiu często musimy wybierać między strachem a odwagą. Jeśli pozwolimy, by zwyciężył strach, możemy już do końca życia zadawać sobie pytanie: „Co by było, gdyby?”
Autorka zostawiła w tej książce wiele pięknych myśli i cytatów, które naprawdę skłaniają do refleksji. Szczególnie zapadły mi w pamięć słowa:
„Boję się, czy do ciebie pasuję, ale dużo bardziej boję się życia bez ciebie.”
To jedno zdanie pokazuje, jak często w relacjach towarzyszy nam niepewność. Każdy z nas zastanawia się, czy jest wystarczający dla drugiej osoby. Czy warto zaryzykować? Czy warto otworzyć serce? Czasem odpowiedź przychodzi dopiero wtedy, gdy uświadamiamy sobie, że większym lękiem od odrzucenia jest życie bez ukochanej osoby.
Jest jeszcze jedna myśl, która długo nie dawała mi spokoju. Czasami po prostu jest za późno. Za późno na jedno słowo. Za późno na przeprosiny. Za późno, by powiedzieć komuś, co naprawdę czujemy. W codziennym biegu często odkładamy ważne rozmowy na później, nie zdając sobie sprawy, że to „później” może nigdy nie nadejść. Ta książka pięknie przypomina, że warto mówić o swoich uczuciach wtedy, kiedy jeszcze mamy na to szansę.
„Daleki rejs” to ciepła, życiowa i pełna emocji powieść o pierwszej miłości, drugich szansach, tęsknocie i odwadze. O tym, że przeszłość potrafi wrócić w najmniej spodziewanym momencie i że czasem jedno spotkanie może zmienić całe nasze życie.
To również książka, która pokazuje, że warto walczyć o ludzi, których się kocha, zanim będzie za późno. Bo niektórych słów nie da się już później wypowiedzieć, a niektórych decyzji nie można cofnąć.
Bardzo dobrze spędziłam czas z tą historią. To spokojna, refleksyjna opowieść, która zostawia czytelnika z wieloma przemyśleniami jeszcze długo po zamknięciu ostatniej strony. Jeśli lubicie powieści obyczajowe z pięknym nadmorskim klimatem, subtelnym romansem i bohaterami, których losy wydają się niezwykle prawdziwe, „Daleki rejs” z pewnością przypadnie Wam do gustu.
Serdecznie Wam ją polecam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz