środa, 2 września 2026

"Sierociniec pełen nadziei"- Sylwia Kubik

 Witajcie,

Przede mną leży najnowsza powieść Sylwii Kubik „Sierociniec pełen nadziei”. Książka zaprasza do lektury. Tylko że ja już zostałam zaproszona. I książka została przeczytana.

 

I muszę przyznać, że nie jest to lektura, obok której można przejść obojętnie. To książka, która wstrząsa. Otwiera oczy. Sprawia, że człowiek zaczyna inaczej patrzeć na pewne rzeczy. Ale zacznijmy od początku.




poniedziałek, 24 sierpnia 2026

"Zanim ucichnie rzeki śpiew" - Marlena Wittstock- recenzja patronacka/recenzja premierowa

 

Witajcie,

Nie każda książka, po którą sięgamy, zaczyna się od wielkiego wydarzenia. Czasami wystarczy kilka zdań, jeden obraz i tajemnicze słowa, żeby zatrzymać czytelnika i sprawić, że chce poznać dalszy ciąg historii. Tak było tym razem.

Dzisiaj chciałabym zwrócić Waszą uwagę na mój patronat medialny, czyli najnowszą powieść Marleny Wittstock „Zanim ucichnie rzeki śpiew”, wydaną przez Wydawnictwo Szara Godzina. To drugi tom cyklu „Na Pomorzu”, którego premiera odbędzie się 24 sierpnia 2026 roku.

I choć okładka oraz opis książki od razu przyciągają uwagę czytelnika, mnie najbardziej zatrzymał prolog. To właśnie od niego zaczęła się moja ciekawość tej historii. Im dalej czytałam, tym bardziej przekonywałam się, że trudno opowiedzieć o tej książce w kilku zdaniach.

Noc Świętojańska. Radunia. Młoda dziewczyna trzymająca w dłoniach wianek i mężczyzna stojący po drugiej stronie brzegu. I jedno zdanie: „Panienki miało tutaj nie być…” Tyle wystarczyło, żebym chciała czytać dalej.

„Miała wrażenie, że patrzy na świat, do którego nigdy nie należała i który mimo to przyciągał ją bardziej, niż chciałaby przyznać”.

Tą dziewczyną jest Emilia Żarnowiecka. Młoda kobieta wychowana na dworze, w świecie dostatku, wygody i określonych zasad. Jej rodzice chcą dla niej dobrego życia, dlatego planują jej przyszłość i szukają odpowiedniego kandydata. Emilia jednak coraz wyraźniej czuje, że nie chce żyć według scenariusza napisanego przez innych.

Fascynują ją Kaszuby. Ich historia, tradycja, ludzie i wierzenia. I właśnie na swojej drodze spotyka Leona Labudę. Mężczyzna jest młynarzem, wdowcem i ojcem trójki dzieci: Katarzëny, Tesi i Olka. Życie już zdążyło go mocno doświadczyć. Ma za sobą stratę żony Genki, codzienną odpowiedzialność za rodzinę i wiele trosk, których nie widać na pierwszy rzut oka. Jest zupełnym przeciwieństwem świata, z którego pochodzi Emilia. A jednak to właśnie przy nim  serce dziewczyny zaczyna bić szybciej.

„Życie toczyło się dalej, rzeka płynęła, wieś zasypiała, wszystko zdawało się mieć swój porządek, a ona miała wrażenie, że świat rozpada się i nigdy nie będzie już taki sam”.

Ich relacja rozwija się bardzo powoli. Nie ma tutaj nagłego, bajkowego zakochania. Jest za to bliskość, niepewność, spojrzenia i uczucie, które z czasem zaczyna znaczyć coraz więcej. Emilia podejmuje decyzję, która zmienia całe jej życie. Opuszcza dotychczasowy świat i wchodzi do świata Leona.

Tylko, jak się okazuje,  nie wszyscy czekają tam na nią z otwartymi ramionami.

Szczególnie trudna okazuje się relacja z Katarzëną, najstarszą córką Leona, pieszczotliwie nazywaną Kaszką. W jej sercu miejsce kobiety u boku ojca na zawsze należy do ukochanej, zmarłej matki. Emilia, mimo swojej dobroci, pracowitości i szczerych chęci, długo nie potrafi zdobyć jej sympatii.

I muszę przyznać, że Katarzëna była dla mnie jedną z tych postaci, których nie potrafiłam po prostu ocenić. Z jednej strony złościło mnie jej zachowanie wobec Emilii, z drugiej coraz lepiej rozumiałam, skąd się ono bierze. To przecież dziewczyna, która zbyt szybko musiała dorosnąć. Otrzymała możliwość nauki i zdobywania wiedzy, ale jednocześnie przejęła wiele obowiązków związanych z młodszym rodzeństwem. Sama miała marzenia, uczucia i własne życie, które dopiero miało się rozpocząć.

„Kaszubi pielęgnowali swoje zwyczaje jak najcenniejszy skarb. Może właśnie to odróżniało ich od reszty świata: nie zapominali, kim są, choć Niemcy widzieli w nich Niemców, Polacy Polaków, a oni sami nie chcieli być niczyją kopią”.

Muszę Wam powiedzieć, że nigdy nie byłam na Kaszubach, dlatego ten wątek śledziłam z ogromną ciekawością. Marlena Wittstock nie potraktowała jednak Kaszub jedynie jako tła dla wydarzeń. Ona naprawdę pozwala nam wejść w ten świat. Już same imiona bohaterów nadają tej historii wyjątkowego charakteru. Katarzëna, Staszka, Adelka, Mocëjowa czy Wojtoch. Pojawia się również język kaszubski i właśnie to bardzo mi się spodobało. Dzięki niemu nie tylko czytamy o Kaszubach, ale możemy niejako usłyszeć ich głos.

Nie mogę też nie wspomnieć o języku literackim, którym posługuje się autorka. Jest bardzo dobrze dopasowany do czasu i miejsca, w którym rozgrywa się akcja. Wyważony, spokojny, momentami poetycki, ale jednocześnie naturalny. Marlena Wittstock nie próbuje na siłę uwspółcześniać tej historii. Jej sposób prowadzenia narracji pozwala poczuć klimat dawnych czasów, a jednocześnie nie sprawia, że lektura staje się ciężka.

Bardzo podobały mi się również opisy kaszubskiej codzienności. Ciężka praca, przywiązanie do ziemi, rodzinne tradycje, proste życie i wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie. Szczególnie zapadły mi w pamięć spracowane dłonie bohaterów, zestawione z dłońmi Emilki, która przecież wychowała się w zupełnie innych warunkach.

A potem obserwujemy, jak Emilia zaczyna się zmieniać. Zakłada wygodną spódnicę, otula się kaszubską chustą i podejmuje codzienny trud pracy. Uczy się życia od nowa. Dla miłości jest gotowa zostawić wygodę, do której przywykła, i zacząć wszystko jeszcze raz.

Autorka nie idealizuje jednak mieszkańców Kaszub. Pokazuje ich jako ludzi serdecznych i pomocnych, ale jednocześnie ostrożnych wobec obcych. Emilia musi wielokrotnie udowadniać swoją pracowitość, szczerość i dobre intencje, zanim zacznie być traktowana jak jedna z nich. Ta droga nie jest łatwa, ale właśnie dzięki temu wydaje się prawdziwa.

Czy uda jej się znaleźć swoje miejsce wśród Kaszubów? Tego dowiecie się, sięgając po książkę.

Ważnym elementem powieści jest również natura. Kaszubi żyją blisko niej, czerpią z jej darów i ufają wiedzy przekazywanej przez kolejne pokolenia. Emilia poznaje świat ziół i ich leczniczą moc. Próbuje wykorzystać tę wiedzę, aby pomóc najmłodszemu synowi Leona. Ten fragment bardzo mi się spodobał, bo pokazał, jak wiele można było dawniej czerpać z natury i jak ważna była znajomość jej właściwości.

Nie sposób pominąć również religijności bohaterów. Wiara jest częścią ich codzienności, wpływa na podejmowane decyzje i sposób patrzenia na świat. Ważną postacią jest również ksiądz, który pojawia się w życiu Leona i Emilii.

Duży plus należy się autorce również za to, że pozwala nam ponownie spotkać bohaterów pierwszego tomu cyklu „Na Pomorzu”, „Zanim wróci echo win”. To miły akcent dla tych, którzy znają już wcześniejszą historię.

Jednocześnie warto podkreślić, że nie musicie sięgać po pierwszy tom, aby bez problemu odnaleźć się w „Zanim ucichnie rzeki śpiew”. Drugi tom można czytać niezależnie. Poznajemy tutaj nowych bohaterów, ich historię i zupełnie nowe losy, dlatego nawet jeśli zaczynacie swoją przygodę z cyklem właśnie od tej części, bez trudu odnajdziecie się w przedstawionym świecie.

„Zanim ucichnie rzeki śpiew” to nie tylko historia o miłości i pięknych kaszubskich tradycjach. W tej książce jest również wojna. Jest głód, śmierć, strach, samotność i strata. Są ludzie, których życie zostaje naznaczone wydarzeniami, na które nie mają wpływu. Ale jest też przyjaźń. Jest pomoc drugiego człowieka. Jest bliskość, która w trudnych chwilach potrafi być bezcenna.

I jest Radunia, która „szemrała po kamieniach, jakby mówiła własnym językiem”.

Dla mnie rzeka jest tutaj niemal osobną bohaterką. Cichą obserwatorką życia mieszkańców. Towarzyszy im w chwilach szczęścia, tęsknoty, łez, żalu i rozpaczy. Płynie swoim rytmem, podczas gdy nad jej brzegami ludzie kochają, tracą, podejmują decyzje, popełniają błędy i próbują zacząć od nowa.

Ta książka naprawdę budzi emocje. Podczas czytania książki pojawiały się momenty, kiedy mocno kibicowałam Emilii i Leonowi. Były też takie, kiedy złościłam się na ich decyzje, martwiłam o bohaterów i próbowałam zrozumieć ich wybory. Szczególnie mocno przeżywałam historię Katarzëny, bo im bardziej ją poznawałam, tym trudniej było mi patrzeć na nią tylko przez pryzmat jej niechęci do Emilii.

„[…] świat nagle oszalał i wymknął się spod wszelkiej kontroli. Jeszcze wczoraj wojna zdawała się odległa jak burza za horyzontem - groźna, lecz nieuchwytna […]. Dziś pędziła przez Europę z siłą lawiny, wciągając wszystko, co napotkała na drodze. Rozwiewała wokół strach, niepewność i ciszę, w której każde słowo brzmiało jak wyrok”.

Wojna, głód, śmierć i straty, które pojawiają się w fabule, nie pozwalają o sobie zapomnieć. A jednocześnie miłość, przyjaźń i zwykła ludzka dobroć dają poczucie, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można próbować poukładać życie na nowo.

Czytając „Zanim ucichnie rzeki śpiew”, miałam wrażenie, że jestem jedną z bohaterek. Stałam gdzieś obok Emilii, próbowałam zrozumieć Katarzënę, przeżywałam losy Leona i mieszkańców, coraz mocniej wchodziłam w świat kaszubskiej tradycji.

Podsumowując, „Zanim ucichnie rzeki śpiew” to poruszająca wielowątkowa opowieść
o odwadze, stracie i zaczynaniu od nowa.
O niespodziewanej, niewinnej miłości, która dojrzewa w bólu. O ranach zadanych przez wojnę. O głodzie, śmierci, odrzuceniu i podziałach między ludźmi. Ale również o przyjaźni, rodzinie, wierze, tradycji i poszukiwaniu własnego miejsca w świecie.

„Na kolanach trzymała książkę i medalik - drobne ślady po dawnym życiu. Życiu, które odrzuciła i które o niej zapomniało”.

To historia, która pokazuje, że czasami trzeba odważyć się opuścić bezpieczny świat, żeby odnaleźć ten, do którego naprawdę się należy.

I jeszcze jedno. To nie jest książka, w której po kilku rozdziałach można przewidzieć wszystko, co wydarzy się dalej. Wielokrotnie mnie zaskoczyła, wzruszyła i sprawiła, że chciałam poznać dalsze losy bohaterów.

Nie sposób nie wspomnieć o zakończeniu powieści. Myślę, że dla wielu z Was będzie ono ogromnym zaskoczeniem. I właśnie dlatego nie zdradzę Wam ani słowa więcej.

Jeśli kochacie powieści historyczno-obyczajowe, wierzycie w miłość, cenicie piękno kaszubskiej kultury i lubicie historie rodzinne, w których nie brakuje emocji, tajemnic, trudnych wyborów i nieprzewidywalnych wydarzeń, jestem przekonana, że warto sięgnąć po „Zanim ucichnie rzeki śpiew”.

Marlena Wittstock
„Zanim ucichnie rzeki śpiew”
Tom II cyklu „Na Pomorzu”
Wydawnictwo Szara Godzina

 

sobota, 22 sierpnia 2026

"Córka wody"- Dorota Gąsiorowska

 Witajcie!

„Córka Wody” Doroty Gąsiorowskiej. Historia, która łączy dwa światy.



Dzisiejsza recenzja będzie poświęcona najnowszej powieści Doroty Gąsiorowskiej pod tytułem „Córka Wody”. Jest to ostatnia część cyklu „Córki Żywiołów”. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova miałam możliwość przeczytać tę powieść i muszę przyznać, że dostałam dokładnie taką historię, jakiej oczekiwałam po tej autorce. Piękną, wyjątkową, magiczną i niepowtarzalną.


sobota, 15 sierpnia 2026

piątek, 31 lipca 2026

Nie wszystko złoto- Aga Sotor

 Witajcie,

Czasami życie przypomina bukiet kwiatów. Przez długi czas staramy się ułożyć go tak, aby każdy element znalazł swoje miejsce. Wydaje nam się, że wiemy, jak będzie wyglądał kolejny dzień, kolejny miesiąc, kolejny etap naszego życia. A potem przychodzi jedna wiadomość, jedna prawda, jedno odkrycie… i nagle wszystko rozsypuje się niczym płatki zerwanego kwiatu.

Właśnie w takim momencie poznajemy Laurencję – bohaterkę powieści Agi Sotor „Nie wszystko złoto

Kilkanaście dni temu otrzymałam wyjątkową przesyłkę od Wydawnictwa Filia, w której znalazły się cztery książki. Jedną z nich była właśnie powieść Agi Sotor. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki i muszę przyznać, że jej pióro zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Aga Sotor stworzyła historię, która od początku intryguje, a z każdą kolejną stroną coraz mocniej angażuje czytelnika.

Na kartach powieści poznajemy Laurencję Weber – młodą kobietę o niezwykle oryginalnym imieniu, która prowadzi rodzinną pracownię florystyczną „Flora”. Kwiaty są jej pasją, codziennością i sposobem wyrażania emocji. Laurencja, jak wiele kobiet, marzy o miłości, ślubie i chwili, w której będzie mogła rzucić bukietem ślubnym. Jednak życie przygotowało dla niej zupełnie inny scenariusz.

Tuż przed ślubem kobieta odkrywa, że mężczyzna, któremu zaufała, prowadzi podwójne życie. Narzeczony nie tylko ją zdradził, ale również spodziewa się dziecka z inną kobietą. W jednej chwili świat Laurencji rozpada się na kawałki. To, co miało być początkiem najpiękniejszego rozdziału jej życia, staje się jego bolesnym zakończeniem. Dziewczyna odwołuje ślub i próbuje na nowo odnaleźć siebie.

Kiedy wydaje się, że los zabrał jej już wszystko, pojawia się kolejna wiadomość, która całkowicie zmienia jej życie. Laurencja otrzymuje list polecony z kancelarii informujący, że odziedziczyła dom po tajemniczym Sebastianie. Człowieku, którego nie znała, a który okazuje się jej biologicznym ojcem.

I wtedy rozpoczyna się najważniejsza podróż – podróż w poszukiwaniu prawdy.

Dlaczego rodzina, którą tak bardzo kochała, ukrywała przed nią tak ważną informację? Kim naprawdę był Sebastian? Jakie sekrety przez lata skrywali jej najbliżsi? Czy można zaakceptować przeszłość, kiedy nagle okazuje się, że fundamenty naszego życia nie były takie, jak myśleliśmy?

Aga Sotor zabiera nas do niezwykłego, małego miasteczka, gdzie Laurencja próbuje odnaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania. To właśnie tam poznaje swoją babkę Ludwikę, ciotkę Antoninę oraz ludzi, którzy z czasem stają się dla niej kimś więcej niż tylko mieszkańcami tego miejsca.

Jednak pierwsze spotkanie Laurencji z babką Ludwiką nie jest łatwe. Kobieta nie przyjmuje wnuczki z radością ani otwartymi ramionami. Wręcz przeciwnie – jest do niej bardzo negatywnie nastawiona i robi wszystko, aby Laurencja opuściła miasteczko. Próbuje pozbyć się jej zarówno z domu, jak i z restauracji, w której dziewczyna zaczyna odnajdywać swoje nowe miejsce.

Jednak w tej historii nic nie jest takie oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Z czasem okazuje się, że za zachowaniem Ludwiki kryje się coś więcej. Kobieta ma wobec Laurencji zupełnie inne plany, a tajemnica, którą skrywa, zostaje odkryta dopiero pod koniec opowieści. I właśnie wtedy wiele wydarzeń nabiera zupełnie nowego znaczenia.

„Nie wszystko złoto” to powieść o rodzinnych sekretach, trudnych rozmowach i prawdach, które czasami przez lata czekają na odpowiedni moment, aby ujrzeć światło dzienne. To historia o tym, że przemilczane słowa mogą oddalać ludzi od siebie, ale szczera rozmowa może stać się początkiem nowej relacji.

To również opowieść o poszukiwaniu własnego miejsca na świecie. Laurencja, choć początkowo zagubiona i zraniona, zaczyna odkrywać swoją siłę. Poznaje ludzi, którzy stają się jej wsparciem, tworząc dla niej nową, wyjątkową rodzinę. Odkrywa, że prawdziwe szczęście bardzo często znajduje się tam, gdzie zupełnie się go nie spodziewamy.

„Nie wszystko złoto” to dla mnie niezwykle ciepła, pełna emocji i humoru historia. Powieść, w której znajdziemy miłość, tajemnice, rodzinne więzi i bohaterów, których losy chce się śledzić do samego końca.

To książka idealna na wakacyjny czas. Czytałam ją z ogromnym zainteresowaniem i z niecierpliwością sięgałam po kolejne strony, chcąc poznać dalsze losy Laurencji oraz wszystkich bohaterów. Aga Sotor stworzyła historię, która wzrusza, intryguje i przypomina, że czasami największe skarby odnajdujemy właśnie wtedy, gdy życie zmusza nas, abyśmy zaczęli wszystko od nowa.

Bo przecież… nie wszystko złoto, co się świeci. Polecam,Katja

wtorek, 21 lipca 2026

"Daleki rejs'"-Magdalena Buraczewska- Świątek

 Witajcie,

  

Czy prowadziliście kiedyś pamiętnik? Taki, do którego trafiały wszystkie najskrytsze myśli, marzenia i pierwsze miłości? Miejsce, w którym można było zapisać wszystko to, czego nie miało się odwagi wypowiedzieć na głos. Myślę, że wiele osób choć raz w życiu miało taki zeszyt pełen sekretów. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ właśnie pamiętnik staje się jednym z najważniejszych elementów powieści „Daleki rejs” Magdaleny Buraczewskiej-Świątek. 



poniedziałek, 20 lipca 2026

"Stare grzechy"-Małgorzata Kołakowska- recenzja przedpremierowa

 Witajcie,

Już 22 lipca 2026 roku nakładem Wydawnictwa Filia ukaże się na rynku księgarskim najnowsza książka  Małgorzaty Kołakowskiej pt. „Stare grzechy”. Wydawnictwu dziękuję za przesłany do recenzji egzemplarz, a  was serdecznie zapraszam do przeczytania kilku zdań o tej książce.