środa, 2 września 2026

"Sierociniec pełen nadziei"- Sylwia Kubik

 Witajcie,

Przede mną leży najnowsza powieść Sylwii Kubik „Sierociniec pełen nadziei”. Książka zaprasza do lektury. Tylko że ja już zostałam zaproszona. I książka została przeczytana.

 

I muszę przyznać, że nie jest to lektura, obok której można przejść obojętnie. To książka, która wstrząsa. Otwiera oczy. Sprawia, że człowiek zaczyna inaczej patrzeć na pewne rzeczy. Ale zacznijmy od początku.




„Sierociniec pełen nadziei” nie jest łatwą książką. I zdecydowanie nie jest to historia dla osób, które bardzo mocno przeżywają wszystko, co dzieje się dzieciom. Sama chwilami miałam poczucie, że czytam coś naprawdę trudnego.



Jest wojna. A kiedy jest wojna, pojawia się głód, strach, niepewność i śmierć.

Cecylia i Czesław są rodzeństwem. Ich matka umiera, nie mogąc już zapewnić dzieciom jedzenia ani bezpieczeństwa. Dzieci trafiają do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Za jego murami zaczynają nowe życie. Tylko że trudno mówić o spokojnym dzieciństwie, kiedy świat wokół ogarnia wojna. I właśnie dzieci są tutaj dla mnie najważniejszymi bohaterami tej historii.


Dzieci, które zostają wrzucone w świat pełen zagłady, nienawiści i niesprawiedliwości. Dzieci, które muszą patrzeć na śmierć. Dzieci, które muszą ciężko pracować, żeby dostać coś do jedzenia. Dzieci, które tracą bliskich i zostają postawione przed sytuacjami, których żadne dziecko nie powinno nigdy doświadczać.


Cecylia musi zmierzyć się również z rozłąką z bratem. I chyba właśnie wtedy jeszcze mocniej czuć, jak bardzo wojna potrafi odebrać człowiekowi wszystko.


Bardzo ciekawie zostały pokazane również siostry zakonne. One także nie są tutaj jedynie tłem dla historii dzieci. Każda z nich musi dokonywać własnych wyborów. Z jednej strony wiara i chęć pomagania, z drugiej surowość i zasady. Bo przecież wojna również ich stawia w sytuacjach, w których nie ma dobrych i łatwych rozwiązań.




Ta książka jest smutna. Jest przykra. Momentami naprawdę boli. Ale wojna właśnie taka jest. I chyba najbardziej poruszyło mnie to, że pokazana została oczami dzieci. Tych najmniejszych, które nie rozumieją wszystkiego, co dzieje się wokół, a jednocześnie muszą bardzo szybko dorosnąć.

 

A jednak w tym wszystkim jest nadzieja.Czasami bardzo mała. Czasami ledwo widoczna. Ale jest.
I wtedy pojawia się uśmiech. Bo mimo całego zła są momenty, które pokazują, że człowiek potrafi znaleźć w sobie dobro nawet w najtrudniejszych czasach.


A zakończenie? Nie zawsze musi być szczęśliwe. W tej powieści takie nie jest.




Jest za to bardzo obrazowe i zapadające głęboko w pamięć. 

Uważam, że nie bez powodu właśnie w taki sposób autorka zakończyła tę historię. Po przeczytaniu ostatnich stron tym bardziej chciałam sięgnąć do posłowia. I dobrze, że to zrobiłam, bo właśnie tam dowiadujemy się, że historia została oparta na faktach.


Nie będę zdradzać więcej. Jednak zadam pytanie. Czy jest to książka dla każdego? Odpowiedź jest prosta. To książka, która nie jest dla każdego czytelnika. 


Ale wiem jedno. „Sierociniec pełen nadziei” zostanie w mojej głowie na długo. Myślę, że jeszcze będę do niej wracać.



Podobał mi się sposób, w jaki Sylwia Kubik opisała wojenną rzeczywistość, życie dzieci, ich codzienność, relacje z siostrami zakonnymi. Nic tutaj nie jest przesadnie upiększone. Są momenty, które szokują. Są takie, które sprawiają ogromną przykrość. Ale są też chwile, które wywołują uśmiech.

I chyba właśnie ta nadzieja sprawia, że mimo wszystko po zamknięciu książki nie zostajemy tylko ze smutkiem.

Zostajemy z refleksją. Że wojna zawsze zostawia ślad. Także w życiu tych najmniejszych.

Że rzeczy, które dzisiaj wydają nam się oczywiste, nie zawsze takie były.




I że czasami naprawdę warto przeczytać książkę, której przekaz nie jest łatwy. 

Bo właśnie takie historie zostają z nami najdłużej.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za egzemplarz recenzencki.

Katja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz