Witajcie!!
Są autorzy, których książki czytamy. I są tacy, których książki przeżywamy – a Robert Małecki od dawna należy dla mnie do tej drugiej kategorii. W mojej biblioteczce jego powieści mają swoje własne miejsce, niemal osobną półkę. To te tytuły, po które sięgam, kiedy chcę poczuć coś więcej niż tylko satysfakcję z dobrze opowiedzianej historii. Bo Małecki pisze tak, jakby prowadził czytelnika za rękę przez świat, który pulsuje niepokojem, emocją i tajemnicą. Jakby dokładnie wiedział, kiedy przyspieszyć tempo, a kiedy pozwolić, by cisza między zdaniami mówiła za niego.
Dlatego, kiedy sięgnęłam po „Zmorę. Czarną Toń”, wiedziałam jedno: to nie będzie zwykła lektura. I rzeczywiście – nie była. To powieść, która wciąga od pierwszej strony, oplata historią, niepokoi, zaskakuje i zostawia w czytelniku to charakterystyczne uczucie, które pojawia się tylko po naprawdę dobrych książkach. A kiedy ktoś pyta: „Dlaczego dopiero teraz wracasz z recenzją?”, odpowiadam szczerze: bo niektóre historie trzeba w sobie przeżyć, zanim opowie się o nich dalej. A ta książka właśnie do takich należy.
A że zbliżają się Mikołajki i Święta Bożego Narodzenia… cóż, uważam, że to idealny moment, by o tej powieści przypomnieć. Bo to znakomity prezent dla każdego, kto kocha mroczne zagadki i kryminalne emocje – dla męża, partnera, chłopaka, ale też dla przyjaciółki czy dziewczyny, które uwielbiają dobrą, inteligentną fabułę.
Gdy już myślałam, że spotkanie z Kamą Kosowską i nadkomisarzem Lesławem Korczem nie wydarzy się w najbliższej przyszłości, do mojej „czytelni przy lampie i pod fikusem” zawitali dawni znajomi. Wraz z nimi pojawiła się kolejna porcja przyprawiających o ciarki sytuacji, rozmów, niedopowiedzeń…
Spotykamy się w sylwestrowy wieczór, który dla Kamy i Lesława zapowiadał się rozrywkowo. Jednak nie ten sposób rozrywki miał się stać ich udziałem. Najpierw pojawia się sprawa zaginionej sześć lat wcześniej Moniki Mateckiej. Punktem wspólnym dla Kamy jest postać jej przyjaciela, Michała Bąka. To on, jako ostatni, widział dziewczynę żywą. Gdyby tego było mało – dochodzi świeże zaginięcie kolejnej młodej kobiety: Justyny Brzózki. Sprawy pozornie niezwiązane ze sobą… Pozornie. Pozornie również Justyna była spokojną studentką, ale każdy ma swoją drugą stronę, swoją czarną toń.
I choć mogłoby się wydawać, że w świecie kryminałów trudno jeszcze o element zaskoczenia, Małecki po raz kolejny udowadnia, że w tym gatunku wciąż można być o krok przed czytelnikiem. Fabuła trzyma w napięciu do ostatniej strony, a Autor potrafi zaskoczyć w momentach, które wydają się już klarowne, uporządkowane i „rozwiązane”. Gdy tylko masz wrażenie, że wszystko składasz w logiczną całość – Małecki z precyzją chirurga podcina jeden element tej układanki i nagle cała konstrukcja runie, odkrywając zupełnie nową perspektywę.
To jedna z tych historii, które żyją własnym życiem: wciągają, hipnotyzują i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Każdy zwrot akcji jest przemyślany, każdy wątek osadzony tam, gdzie powinien – a jednak Autor wciąż potrafi zagrać na Twoich oczekiwaniach, odczuciach, wnioskach. To nie jest zwykły kryminał. To kryminał, który wchodzi pod skórę.
A kiedy zamyka się książkę, zostaje po niej nie tylko emocjonalny ślad, ale też pewna tęsknota – za bohaterami, za tokiem śledztwa, za tą atmosferą pełną napięcia i tajemnicy. Kama i Korcz tworzą duet, który ma w sobie magnetyzm. Ich współpraca, ich charakter, ich spojrzenia na świat sprawiają, że chce się za nimi podążać bez zastanowienia. I mieć nadzieję, że to nie ostatnie ich wspólne śledztwo.
„Zmora. Czarna Toń” to jeden z tych thrillerów, które pochłaniają wieczór, noc i poranek. Książka mocna, inteligentna i świetnie napisana. Książka, która udowadnia, że Robert Małecki nie tylko utrzymuje wysoki poziom – on go nieustannie podnosi.
Życzę Ci więc, żebyś dał/dala się tej historii porwać. Żebyś poczuł/poczuła dreszcz, niepewność, ekscytację. Bo jeśli istnieją książki, które warto przeżyć – to ta z pewnością jest jedną z nich.
Bardzo polecam!
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu i Robertowi Małeckiemu- za pamięć.
Katja


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz