Dzień dobry,
W okresie przedświątecznym na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej książek, które potrafią otulić czytelnika ciepłem, magią i niepowtarzalną atmosferą zbliżających się świąt. To czas, w którym szczególnie chętnie sięgamy po historie pełne nadziei, refleksji i rodzinnych wzruszeń, pozwalające na chwilę zatrzymać się w codziennym pędzie. Wśród tegorocznych premier znalazła się powieść, która już od pierwszych zapowiedzi wzbudzała ogromne zainteresowanie miłośników świątecznych opowieści. Dlatego dziś z ogromną radością przedstawiam Wam moją recenzję najnowszej książki Jolanty Kosowskiej i Marty Jednachowskiej pt. „Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu”. Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res.
„Kalendarz Adwentowy 2. 12 dróg do domu” Jolanty Kosowskiej
i Marty Jednachowskiej to powieść, która ogrzewa serce, choć nie unika chłodu
życia. To historia o powrotach – do miejsc, do ludzi, do wspomnień, ale przede
wszystkim do samych siebie.
Na stronicach książki ponownie bohaterów znanych z pierwszej części zatytułowanej "Kalendarz adwentowy" – wychowanków domu
dziecka przy ulicy Zimowej. Dziś są już dorośli, rozproszeni po świecie, każdy
z własnym bagażem doświadczeń, sukcesów, porażek, tęsknot i win. Gdy ich dawna
opiekunka, Grażyna, trafia do domu opieki, Maria i Jagoda podejmują decyzję,
która staje się początkiem emocjonalnej podróży – postanawiają odnaleźć
wszystkich dawnych mieszkańców i zorganizować spotkanie, które na nowo splecie
ich losy. To tylko początek wspaniałej historii napisanej przez Autorki. Matkę
i Córkę…

Kosowska i Jednachowska z niezwykłą czułością kreślą portrety swoich bohaterów.
Każdy z nich to osobna historia – czasem cicha, czasem bolesna, ale zawsze
prawdziwa. W 24 rozdziałach, niczym w adwentowych okienkach, odkrywamy kolejne
fragmenty ludzkich losów: Marceliny, Maurycego, Oliwii, Telemacha, Szymona,
Zosi, Olgi, Karola, Natalii, Jagody, Justyna i Marii. Każdy rozdział to inny
ton, inne światło, inna nuta emocji – a jednak wszystkie łączą się w harmonijną
całość.
Szczególnie poruszają wątki Karola, Marii i Jagody, a także Grażyny, zmagającej
się z demencją. Autorki nie uciekają od trudnych tematów: samotności,
przemijania, utraty kontaktu z bliskimi, a jednak potrafią z tych wątków utkać
opowieść o sile miłości i przyjaźni. To książka o rodzinie, która nie musi mieć
wspólnego nazwiska, by być prawdziwa. O rodzinie tworzonej z wyboru, z
czułości, z pamięci o tym, że kiedyś ktoś był obok nas i to wystarczyło, byśmy
stali się silniejsi. Zakończenie wbija w fotel i wyciska łzy. W moim odczuciu
to wyjątkowa historia, która na zawsze zostaje w sercu.
„Kalendarz Adwentowy 2” to nie tylko lektura na grudniowe wieczory. To książka,
do której warto wracać w każdym momencie zwątpienia – gdy życie przytłacza, gdy
brakuje nam bliskości, gdy zapominamy, czym jest wdzięczność. To taki literacki
przytulacz, który przypomina, że człowiek potrzebuje człowieka.
Jolanta Kosowska i Marta Jednachowska w moim odczuciu stworzyły dzieło
dojrzalsze, pełniejsze i głębsze niż ich wcześniejsze wspólne książki. Ich
pióra stapiają się w jedno – nie sposób odgadnąć, która z nich napisała dany
fragment, tak spójnie i harmonijnie brzmi ich opowieść.
Uważam, że „Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu” to nie jest typowo
świąteczna powieść. To raczej uniwersalna przypowieść o nadziei i o tym, że
droga do domu bywa długa, kręta i czasem prowadzi przez cudze serca. Ale po
takie powieści lubimy sięgać…A po tę historie trzeba sięgnąć, przeczytać i pomyśleć
o tym…co najważniejsze.
„Kalendarz Adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu” to książka, która zostaje w
duszy na długo. Dla jednych będzie pięknym prezentem pod choinkę, dla innych –
prezentem, który dają sami sobie, by przypomnieć, czym jest bliskość, pamięć i
drugi człowiek.
Za otrzymany egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictu Novae Res.
A Was zachęcam do lektury tejże powieści.
To kolejna udana powieść tego świetnego duetu pisarsko-rodzinnego :)
OdpowiedzUsuń