Witajcie!
Kilka dni temu, ku mojej ogromnej
radości, dotarł do mnie egzemplarz najnowszej powieści Joanny Szarańskiej „Cuda
na śniegu”. Otrzymałam go dzięki życzliwości Wydawnictwa Książnica, za co
pragnę serdecznie podziękować. Już sam widok okładki wprowadził mnie w nastrój
pełen zimowego ciepła i świątecznego uroku.
To jedna z tych książek, które
obiecują magię jeszcze zanim otworzy się pierwszą stronę.
Z przyjemnością zanurzyłam się więc w historię pachnącą śniegiem, piernikiem i
cichą nadzieją.
Czytałam, czując, jak powoli otula mnie jej niezwykły klimat.
Tego właśnie oczekuję od grudniowych lektur – subtelnego ukojenia i iskierki
radości.
Dziękuję za możliwość wcześniejszego poznania tej opowieści w ramach
egzemplarza recenzenckiego.
A teraz zapraszam Was do przeczytania moich wrażeń, które być może zachęcą Was
do sięgnięcia po tę historię.
„Cuda na śniegu” to nie tylko
książka. To opowieść o tęsknocie, miłości i o tym, że święta nie zawsze mają
zapach choinki. Czasem mają zapach herbaty z imbirem, cichego westchnienia i
drugiego człowieka, który po prostu- jest.
„Cuda na śniegu” to nie tylko tytuł. To obietnica.
Że nawet w najciemniejszy zimowy wieczór może spaść płatek
nadziei.
Że nawet zranione serce może znowu bić.
I że czasem wystarczy uwierzyć, by cud naprawdę się
wydarzył.
Czasem przychodzi taki wieczór, gdy cisza staje się naszym
jedynym towarzyszem. Za oknem powoli opadają płatki śniegu, świat przykrywa się
miękkim kocem z bieli, a my – z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach - szukamy w książce czegoś więcej niż tylko
słów. Szukamy ciepła. Wspomnienia. Ukojenia. I wtedy trafiamy na historię,
która zamiast krzyczeć - szepcze prosto do serca.
Tak właśnie było, kiedy sięgnęłam po „Cuda na śniegu” Joanny
Szarańskiej. Już pierwszy dotyk książki sprawił, że serce zabiło szybciej.
Wiedziałam, że to będzie opowieść inna niż wszystkie - taka, która otuli jak ulubiony szalik w
zimny poranek. I nie pomyliłam się. Okładka zachwyca samą sobą, a treść i
wnętrze…czaruje.
To powieść, która nie tylko przenosi nas do świata
bohaterów, ale też sprawia, że przystajemy na chwilę, by pomyśleć o własnym
życiu, o swoich stratach i małych cudach, które zdarzają się każdego dnia –
czasem niezauważone, a jednak zmieniające wszystko.
Joanna Szarańska po raz kolejny
udowadnia, że potrafi pisać tak, jakby znała każdy sekret ludzkiego serca. Tym
razem zabiera nas do miasteczka o urokliwej nazwie Cztery Mosty, gdzie pewnego
listopadowego dnia w lokalnej gazecie pojawia się tajemnicze ogłoszenie:
poszukiwani są spadkobiercy pensjonatu o wdzięcznej nazwie Bajka. I tak zaczyna
się historia, w której przeszłość splata się z teraźniejszością, a magia Bożego
Narodzenia przeplata się z bólem, tęsknotą i nadzieją.
Wraz z bohaterami wkraczamy do
świata, w którym każdy nosi w sobie jakąś ranę. Aleksander- mężczyzna, który po śmierci ukochanej żony
zakopał świąteczne ozdoby i razem z nimi część swojego serca. Olga, Ania,
Gizela, Waldemar, Pan Kot, Mikołaj… Każdy z nich ma własną historię, własne
marzenia, własne ciche modlitwy, które wypowiada tylko w samotności. A jednak
ich losy splatają się w sposób tak delikatny, że trudno oprzeć się wzruszeniu.
„Cuda na śniegu” to nie tylko
opowieść o świętach. To książka o tym, że życie nie zawsze pachnie piernikiem,
że czasem trzeba przejść przez mróz, by docenić ciepło. To historia o tym, że
nawet kiedy wszystko wydaje się stracone – zawsze może wydarzyć się cud. Nie
ten spektakularny, ale ten cichy, który zmienia wnętrze człowieka.
Szarańska pisze z niezwykłą
empatią, jakby każdą stronę nasączała ludzkim doświadczeniem. Jej bohaterowie
są z krwi i kości - uśmiechają się, płaczą, gubią i odnajdują siebie na nowo.
Każde ich słowo ma znaczenie, a każda scena pulsuje emocjami. I to w książce jest bardzo widoczne.
Nie sposób też nie wspomnieć o
warstwie wizualnej - o okładce, która już na pierwszy rzut oka przyciąga uwagę.
Jest jak zaproszenie do świata, w którym śnieg skrzy się w świetle lampek, a w
sercu tli się nadzieja. I do tego piękne barwione brzegi, które idealnie współgrają z okładką. Brawa dla grafika!
Czy to powieść świąteczna? I tak,
i nie. Bo choć w tle migoczą choinki i słychać dzwonki sań, to nie one grają tu
główną rolę. Główną rolę gra człowiek-ze swoim bólem, tęsknotą, potrzebą
miłości i drugim oddechem, który czasem przychodzi dopiero wtedy, gdy naprawdę
wierzymy, że wszystko jest już skończone.
Kiedy zamyka się tę książkę,
trudno przejść nad nią do porządku dziennego. Zostaje w nas ciche wzruszenie,
ciepły ślad na sercu i poczucie, że świat - mimo wszystko, wciąż potrafi być
dobry.
Joanna Szarańska stworzyła
powieść, która pachnie wspomnieniem, wzruszeniem i spokojem. „Cuda na śniegu”
to nie tylko tytuł - to obietnica, że nawet w najchłodniejsze dni można znaleźć
odrobinę światła.
To książka, którą się nie tylko czyta, ale czuje. I taka, do której z przyjemnością wraca się każdej zimy - by znowu uwierzyć w cuda. W moim odczuciu to najlepsza powieść Pisarki, którą mogłam przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Książnica.
Bardzo Wam polecam!
Katja




Uwielbiam opowieści ze świętem w tle.
OdpowiedzUsuń