Witajcie!
Czy wróg może okazać się prawdziwym przyjacielem? Takim, na dobre i na
złe? Kimś, kogo obecności nigdy byśmy nie chcieli, a bez kogo nie bylibyśmy w
stanie przetrwać. To pytanie towarzyszyło mi od pierwszych stron powieści pt. ”Przez trudy do gwiazd” autorstwa Anny
Rybakiewicz i nie opuściło mnie jeszcze długo po zakończeniu lektury. Zapraszam
Was do zapoznania się z moją recenzją. Za egzemplarz recenzencki bardzo
dziękuję Wydawnictwu Filia.
Los bywa bowiem nieokrzesany, zaskakujący i boleśnie
nieoczywisty. Potrafi postawić na naszej drodze ludzi, których uznajemy za
wrogów, a którzy, wbrew wszystkiemu, stają się jedynym ratunkiem. Ta książka
właśnie o tym opowiada. O życiu, które nie pyta o zgodę, o historii, która
niszczy, i o relacjach, które rodzą się tam, gdzie nie powinno być na nie
miejsca.
Dwie linie czasu – jedno życie
„Przez trudy do gwiazd” to powieść podzielona na dwie części, rozgrywające się w dwóch zupełnie różnych momentach historii, a jednak nierozerwalnie ze sobą splecionych. Pierwsza część przenosi czytelnika do roku 1940. Poznajemy Anastazję Zielińską, której dzieciństwo i młodość zostają brutalnie przerwane. Dziewczyna wraz z rodzeństwem, Michałkiem i Irenką, oraz ukochaną mamą zostaje nagle zesłana w głąb Związku Sowieckiego. Zanim jednak to nastąpi, rodzina musi pożegnać ukochanego męża i ojca będącego dyrektorem szkoły, który idzie „wyjaśnić sytuację”. To jedno z tych zdań, które w literaturze historycznej brzmią jak wyrok. Wkrótce okazuje się, że również kobiety i dzieci muszą opuścić swój rodzinny dom. Z całym dobytkiem, w nieludzkich warunkach, zostają zesłane w głąb Związku Sowieckiego. W jednym z wagonów, jadących na Syberię, znajduje się także Leon Białowąs, syn sąsiadów. Mężczyzna, który, jak się później okaże, doniósł na rodzinę Anastazji.
Już samo to zestawienie budzi ogrom emocji. Kat i ofiara
zamknięci w jednym wagonie. Wspólna droga w nieznane. Wspólne cierpienie.
Pamiętnik jako świadek historii
Na kazachskich stepach Anastazja zaczyna prowadzić pamiętnik.
To właśnie on staje się sercem tej opowieści. Dziewczyna zapisuje w nim
codzienność zesłańców: głód, zimno, strach, niepewność jutra. Ale także
marzenia, tęsknoty i uczucia, które mimo wszystko nie gasną.
Czytając te fragmenty, nie sposób pozostać obojętnym. To historia, która wielokrotnie łamie serce - nie tylko z powodu rozpaczy, ale również z powodu bezradności wobec losu, który nie daje wyboru. Anna Rybakiewicz niezwykle sugestywnie oddaje realia życia na zesłaniu: biedę, wyniszczenie, codzienną walkę o przetrwanie i godność.
Rok 1990 – pamięć, która boli
Druga część powieści przenosi nas do roku 1990. Spotykamy
Anastazję ponownie, tym razem jako dojrzałą kobietę, która w wyniku rozległego
udaru traci pamięć. Szpital, diagnoza i jednoznaczna decyzja lekarzy: kobieta
potrzebuje stałej opieki. I wtedy pojawia się Leon Białowąs. Ten sam mężczyzna,
który przed laty doniósł na jej rodzinę. Ten sam, który był symbolem zdrady. To
on oferuje Anastazji pomoc i opiekę. To on codziennie czyta jej pamiętnik,
przywracając wspomnienia z Kazachstanu. Wspomnienia, które okazują się nie
tylko błogosławieństwem, ale i przekleństwem.
Czy można odbudować pamięć, nie rozdrapując ran? Czy można
wybaczyć komuś, kto odegrał kluczową rolę w naszym cierpieniu? Czy wróg może
stać się przyjacielem?
Książka, która nie oszczędza emocji
„Przez trudy do gwiazd” nie jest łatwą książką. To powieść,
która wzrusza, boli i zmusza do refleksji. Daje ogromny wachlarz emocji- od
gniewu, przez smutek, po cichą nadzieję. Autorka po raz kolejny udowadnia, że
potrafi pisać historie głębokie, mądre i niezwykle poruszające.
Dwutorowa narracja pozwala nam z jednej strony poznać młodą
Anastazję Zielińską, dziewczynę rzuconą w sam środek historycznego koszmaru, a
z drugiej, dojrzałą kobietę, która musi zmierzyć się z własną przeszłością,
nawet jeśli nie do końca ją pamięta.
Na kartach powieści poznajemy niezwykle trudne życie na
Syberii i w Kazachstanie, losy ludzi, którzy zostali pozbawieni wszystkiego,
oprócz własnej tożsamości. Anna Rybakiewicz bardzo świadomie i z ogromnym
wyczuciem wkomponowała w tę historię losy tysięcy Polaków, niosących ze sobą
ciężar zesłania.
Hołd dla pamięci i tożsamości
Mam poczucie, że „Przez trudy do gwiazd” jest swoistym hołdem
dla tych, którzy nigdy nie zapomnieli, kim są. Dla ludzi, którzy nie przyjęli
sowieckich paszportów, a jeśli nawet zostali do tego zmuszeni, nigdy nie zapomnieli o Polsce. To książka o
pamięci, o tożsamości i o sile, jaką potrafi mieć człowiek nawet w najbardziej
nieludzkich warunkach.
To również piękna, choć trudna opowieść o roli kobiety, o jej
cichości i niezłomności, a także o przyjaźni, która nie ma nic wspólnego z
ideałem. Nie jest wymarzona, nie jest czysta i prosta, ale bywa jedyną możliwą.
Podsumowanie
„Przez trudy do gwiazd” to książka, która zostaje w sercu na
długo. To historia, którą się przeżywa, a nie tylko czyta. Polecam ją każdemu,
kto szuka literatury poruszającej, prawdziwej i głęboko osadzonej w historii,
ale przede wszystkim, w ludzkich emocjach.
To opowieść o tym, że nawet przez największy trud można, choć
czasem bardzo powoli, sięgnąć gwiazd.
Polecam,
Katja

Te pytania o wybaczanie i trudne relacje dają do myślenia. Książka już czeka u mnie na półce i po Twoim tekście czuję, że to będzie mocna lektura.
OdpowiedzUsuń