wtorek, 3 lutego 2026

"Przez trudy do gwiazd"- Anna Rybakiewicz

 Witajcie!


Czy wróg może okazać się prawdziwym przyjacielem? Takim, na dobre i na złe? Kimś, kogo obecności nigdy byśmy nie chcieli, a bez kogo nie bylibyśmy w stanie przetrwać. To pytanie towarzyszyło mi od pierwszych stron powieści  pt. ”Przez trudy do gwiazd” autorstwa Anny Rybakiewicz i nie opuściło mnie jeszcze długo po zakończeniu lektury. Zapraszam Was do zapoznania się z moją recenzją. Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Filia.

 





Los bywa bowiem nieokrzesany, zaskakujący i boleśnie nieoczywisty. Potrafi postawić na naszej drodze ludzi, których uznajemy za wrogów, a którzy, wbrew wszystkiemu, stają się jedynym ratunkiem. Ta książka właśnie o tym opowiada. O życiu, które nie pyta o zgodę, o historii, która niszczy, i o relacjach, które rodzą się tam, gdzie nie powinno być na nie miejsca.

 



 

Dwie linie czasu – jedno życie

 

„Przez trudy do gwiazd” to powieść podzielona na dwie części, rozgrywające się w dwóch zupełnie różnych momentach historii, a jednak nierozerwalnie ze sobą splecionych. Pierwsza część przenosi czytelnika do roku 1940. Poznajemy Anastazję Zielińską, której dzieciństwo i młodość zostają brutalnie przerwane. Dziewczyna  wraz z rodzeństwem, Michałkiem i Irenką, oraz ukochaną mamą zostaje nagle zesłana w głąb Związku Sowieckiego. Zanim jednak to nastąpi, rodzina musi pożegnać ukochanego męża i  ojca  będącego dyrektorem  szkoły, który idzie „wyjaśnić sytuację”. To jedno z tych zdań, które w literaturze historycznej brzmią jak wyrok. Wkrótce okazuje się, że również kobiety i dzieci muszą opuścić swój rodzinny dom. Z całym dobytkiem, w nieludzkich warunkach, zostają zesłane w głąb Związku Sowieckiego. W jednym z wagonów, jadących na Syberię, znajduje się także Leon Białowąs, syn sąsiadów. Mężczyzna, który, jak się później okaże, doniósł na rodzinę Anastazji.

 

Już samo to zestawienie budzi ogrom emocji. Kat i ofiara zamknięci w jednym wagonie. Wspólna droga w nieznane. Wspólne cierpienie.

 

Pamiętnik jako świadek historii

 

Na kazachskich stepach Anastazja zaczyna prowadzić pamiętnik. To właśnie on staje się sercem tej opowieści. Dziewczyna zapisuje w nim codzienność zesłańców: głód, zimno, strach, niepewność jutra. Ale także marzenia, tęsknoty i uczucia, które mimo wszystko nie gasną.

Czytając te fragmenty, nie sposób pozostać obojętnym. To historia, która wielokrotnie łamie serce - nie tylko z powodu rozpaczy, ale również z powodu bezradności wobec losu, który nie daje wyboru. Anna Rybakiewicz niezwykle sugestywnie oddaje realia życia na zesłaniu: biedę, wyniszczenie, codzienną walkę o przetrwanie i godność.




Rok 1990 – pamięć, która boli

 

Druga część powieści przenosi nas do roku 1990. Spotykamy Anastazję ponownie, tym razem jako dojrzałą kobietę, która w wyniku rozległego udaru traci pamięć. Szpital, diagnoza i jednoznaczna decyzja lekarzy: kobieta potrzebuje stałej opieki. I wtedy pojawia się Leon Białowąs. Ten sam mężczyzna, który przed laty doniósł na jej rodzinę. Ten sam, który był symbolem zdrady. To on oferuje Anastazji pomoc i opiekę. To on codziennie czyta jej pamiętnik, przywracając wspomnienia z Kazachstanu. Wspomnienia, które okazują się nie tylko błogosławieństwem, ale i przekleństwem.

Czy można odbudować pamięć, nie rozdrapując ran? Czy można wybaczyć komuś, kto odegrał kluczową rolę w naszym cierpieniu? Czy wróg może stać się przyjacielem?

 

Książka, która nie oszczędza emocji

 

„Przez trudy do gwiazd” nie jest łatwą książką. To powieść, która wzrusza, boli i zmusza do refleksji. Daje ogromny wachlarz emocji- od gniewu, przez smutek, po cichą nadzieję. Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać historie głębokie, mądre i niezwykle poruszające.

Dwutorowa narracja pozwala nam z jednej strony poznać młodą Anastazję Zielińską, dziewczynę rzuconą w sam środek historycznego koszmaru, a z drugiej, dojrzałą kobietę, która musi zmierzyć się z własną przeszłością, nawet jeśli nie do końca ją pamięta.

Na kartach powieści poznajemy niezwykle trudne życie na Syberii i w Kazachstanie, losy ludzi, którzy zostali pozbawieni wszystkiego, oprócz własnej tożsamości. Anna Rybakiewicz bardzo świadomie i z ogromnym wyczuciem wkomponowała w tę historię losy tysięcy Polaków, niosących ze sobą ciężar zesłania.

 

Hołd dla pamięci i tożsamości

 

Mam poczucie, że „Przez trudy do gwiazd” jest swoistym hołdem dla tych, którzy nigdy nie zapomnieli, kim są. Dla ludzi, którzy nie przyjęli sowieckich paszportów, a jeśli nawet zostali do tego zmuszeni,  nigdy nie zapomnieli o Polsce. To książka o pamięci, o tożsamości i o sile, jaką potrafi mieć człowiek nawet w najbardziej nieludzkich warunkach.

 

To również piękna, choć trudna opowieść o roli kobiety, o jej cichości i niezłomności, a także o przyjaźni, która nie ma nic wspólnego z ideałem. Nie jest wymarzona, nie jest czysta i prosta, ale bywa jedyną możliwą.

 



Podsumowanie

 

„Przez trudy do gwiazd” to książka, która zostaje w sercu na długo. To historia, którą się przeżywa, a nie tylko czyta. Polecam ją każdemu, kto szuka literatury poruszającej, prawdziwej i głęboko osadzonej w historii, ale przede wszystkim, w ludzkich emocjach.

 

To opowieść o tym, że nawet przez największy trud można, choć czasem bardzo powoli,  sięgnąć gwiazd.


Polecam,

Katja

1 komentarz:

  1. Te pytania o wybaczanie i trudne relacje dają do myślenia. Książka już czeka u mnie na półce i po Twoim tekście czuję, że to będzie mocna lektura.

    OdpowiedzUsuń