Witajcie!
Jakiś czas temu zamknęłam „Ostatni Taniec” Rafała Wicijowskiego i wciąż mam wrażenie, że ta historia jeszcze się nie skończyła. Jakby ostatnia strona była tylko pauzą, a nie prawdziwym końcem. W głowie cisza, w sercu poruszenie. Trudno zebrać myśli, bo to jedna z tych książek, które czyta się sercem, nie oczami. Premiera tej piękniej historii już jutro, a dzisiaj- moje przemyślenia zawarte w recenzji przedpremierowej. Wydawnictwu Filia dziękuję za otrzymany egzemplarz recenzencki.
„Ostatni taniec” to
opowieść o Julii i Michale. O miłości, która miała być pewna, spokojna, na
zawsze. I o chwili, która nagle…..niespodziewanie…..niszczy
wszystko. Julia – stojąca przed ołtarzem, z przyszłością w oczach i nadzieją w
dłoniach, zostaje sama. Jedna decyzja. Kilka słów. I świat rozpada się na
kawałki. Dlaczego? Tego wszystkiego dowiecie się jeśli sięgnięcie po debiut Rafała Wicijowskiego.
Ale zanim to nastąpi, to
musicie wiedzieć, że „Ostatni taniec” porusza to, że ta historia jest tak
bardzo życiowa. Bez przesadzonego dramatyzmu, bez sztuczności. Jest w niej
prawda, która boli, bo mogłaby wydarzyć się naprawdę. Dziesięć lat milczenia.
Dziesięć lat budowania siebie na nowo. Dziesięć lat bez odpowiedzi.
A potem Michał wraca.
Inny. Dojrzalszy. Z bagażem winy i prawdą, która dojrzewała w nim przez lata. I
wtedy zaczyna się coś, co sprawia, że czytelnik nie potrafi pozostać obojętny.
Bo to nie jest prosta historia o wybaczeniu. To opowieść o zranionej dumie, o
niedopowiedzeniach, o czasie, który nie zawsze leczy, ale uczy.
„Ostatni Taniec” to
książka, która wielokrotnie wzrusza. W tej powieści są momenty ciche, subtelne,
które ściskają serce bardziej niż wielkie dramaty. Są przemyślenia, które
zatrzymują na dłużej. Zdania, do których chce się wracać. Rafał Wicijowski
napisał tę powieść z ogromną wrażliwością – czuć w niej dojrzałość, refleksję i
zrozumienie ludzkich emocji.
To również historia o
niesprawiedliwości losu, o straconych marzeniach, ale też o tym, że życie
potrafi dać drugą szansę wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy. O tym, że
miłość nie zawsze znika – czasem tylko czeka. Cicho. Uparcie.
„Ostatni taniec” zostawia
po sobie coś więcej niż tylko wspomnienie fabuły. Zostawia pytania. Zostawia
refleksję nad tym, co mamy obok siebie. Nad ludźmi, których łatwo uznajemy za
pewnik. Nad słowami, które warto wypowiedzieć, zanim będzie za późno.
Czy każdy odbierze ją tak
samo? Nie. Dlaczego? Bo „Ostatni Taniec” jest bardzo osobisty. Każdy przeczyta
go przez pryzmat własnych doświadczeń. Dla jednych będzie to słodko-gorzka
historia o drugiej szansie. Dla innych – lustro ich własnych przeżyć.
Dla mnie to jedna z tych
opowieści, które zostają w sercu na długo.
Czy warto sięgnąć po tę
książkę? Zdecydowanie tak.
Ale przygotujcie się na
emocje. Na wzruszenie. Na historię, obok której naprawdę trudno przejść
obojętnie.
Dziękuję Wydawnictwu
Filia za otrzymany egzemplarz. Premiera już jutro.
Polecam,
Katja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz