czwartek, 9 lipca 2026

"Wakacje po włosku"- Katarzyna Kielecka

Witajcie,

Dzisiaj chciałabym Was zabrać na wycieczkę do Włoch. Wakacje to idealny czas na podróże. Wszystko za sprawą Katarzyny Kieleckiej i Jej najnowszej powieści "Wakacje po włosku". Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Dobre Strony - dziękuję za możliwość poznania tej historii. Zapraszam do zapoznania się z moimi refleksjami po przeczytaniu lektury! Podróż czas zacząć!




„Wakacje po włosku” – gdy Prawo Murphy’ego pakuje walizkę i jedzie z nami na urlop

Podobno Prawo Murphy’ego mówi, że jeśli coś może pójść nie tak, to z pewnością pójdzie. I właśnie z takim hasłem na walizkach mogłaby ruszyć rodzina Sarneckich na swoje włoskie wakacje. Bo choć początkowo wszystko zapowiada się jak wymarzony urlop- słońce, piękne krajobrazy, włoskie jedzenie i chwile beztroski – szybko okazuje się, że los przygotował dla nich zupełnie inny scenariusz.




Czy wakacje we Włoszech mogą być inne niż te z pocztówek? Pełne słońca, pysznego jedzenia, malowniczych jezior i leniwego dolce vita? Owszem. Katarzyna Kielecka udowadnia, że mogą zamienić się w prawdziwy rollercoaster emocji, w którym jedno niefortunne wydarzenie uruchamia lawinę kolejnych niespodzianek. A wszystko, co mogło pójść nie tak… oczywiście pójdzie.


Joanna Sarnecka wraz z mężem Tadeuszem, córką Tosią, synem Kostkiem oraz wiernym czworonożnym przyjacielem Wafelkiem wyruszają na wymarzone wakacje do Włoch. Plan jest prosty – odpoczynek, piękne widoki, włoskie miasteczka, górskie szlaki i wspólnie spędzony czas. Początkowo nic nie zapowiada katastrofy, jednak jeden pechowy moment sprawia, że zamiast spokojnego urlopu rodzina musi zmierzyć się z całą serią nieoczekiwanych problemów.



Awaria samochodu staje się początkiem prawdziwego zamieszania. Nagle trzeba zmierzyć się z naprawą auta, ubezpieczeniem i sytuacjami, które pokazują, że sprawy pozornie proste potrafią skomplikować się bardziej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Do tego dochodzi włoskie tempo działania, które wymaga od bohaterów ogromnych pokładów cierpliwości. Tadeusz szybko przekonuje się, że walka o rozwiązanie problemów może być prawdziwym wyzwaniem, a cała rodzina musi odnaleźć się w tej wyjątkowo chaotycznej sytuacji.


Nigdy nie byłam we Włoszech, ale po lekturze „Wakacji po włosku” miałam wrażenie, jakbym sama przemierzała tamtejsze drogi. Niemal czułam ten włoski klimat – bo przecież we Włoszech, jak jest sjesta, to jest sjesta. Czas płynie tam trochę inaczej, nie wszystko dzieje się natychmiast, a jeśli do tego dorzucimy bankomaty, które zdają się żyć własnym życiem, szybko okazuje się, że cierpliwość staje się najcenniejszym bagażem podróżnika.


Słów kilka o bohaterach. Sarneccy od pierwszych stron zyskują sympatię czytelnika. To zwyczajni ludzie, których każdy z nas mógłby mieć za sąsiadów lub spotkać na wakacyjnym szlaku. Kłócą się, droczą ze sobą, mają odmienne zdania i chwilami mają siebie serdecznie dość. Dialogi między rodzeństwem nieraz wywoływały u mnie szczery uśmiech, a rodzinne przekomarzania brzmiały tak naturalnie, jakby autorka podsłuchała je podczas prawdziwego wyjazdu.



Najbardziej urzekło mnie to, że Autorka nie stworzyła rodziny wyjętej z reklamy. Sarneccy potrafią się pokłócić, zirytować, powiedzieć o jedno słowo za dużo, ale jednocześnie widać, jak bardzo są ze sobą związani. Ich relacje są pełne drobnych uszczypliwości i przekomarzanek, które tylko potwierdzają, że powiedzenie „kto się czubi, ten się lubi” wcale nie wzięło się znikąd. Choć chwilami mają siebie serdecznie dość, gdy pojawiają się prawdziwe kłopoty, bez wahania stają po swojej stronie. To właśnie ich więź sprawia, że czytelnik nie śledzi jedynie wakacyjnych perypetii, ale naprawdę przeżywa je razem z bohaterami.


I nie można zapomnieć o Wafelku vel Waflu - przesympatycznym psiaku, który jest pełnoprawnym członkiem rodziny. Choć nie wypowiada ani jednego słowa, potrafi skraść serce czytelnika i nieraz ukraść całą scenę. Ten słodki czworonożny bohater dodaje historii jeszcze więcej ciepła, uroku i pozytywnej energii. W całym tym wakacyjnym galimatiasie to właśnie on wydaje się zachowywać najwięcej spokoju.




Podczas lektury co chwilę łapałam się na tym, że raz chce mi się śmiać, za moment łapię się za głowę z niedowierzaniem, a chwilę później zastanawiam się, co jeszcze może spotkać bohaterów. Katarzyna Kielecka z dużym wyczuciem pokazuje, że nawet najbardziej pechowe wydarzenia mogą po latach stać się najlepszymi rodzinnymi wspomnieniami. Humor miesza się tutaj z codziennością, a pozornie beznadziejne sytuacje pokazują, że najważniejsze jest to, z kim przechodzimy przez życiowe zakręty.


Ogromnym atutem powieści jest również język. Autorka posługuje się piękną, dopracowaną polszczyzną, dzięki której książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością. To jedna z tych historii, które zachwycają nie tylko fabułą, ale także sposobem opowiadania.


Na uwagę zasługuje również samo wydanie książki. Malownicza okładka od razu przyciąga wzrok i idealnie oddaje wakacyjny klimat powieści. Pięknie przygotowane strony książki sprawiają, że lektura jest jeszcze przyjemniejsza, a dodatkowym urozmaiceniem są ilustracje ukryte w kodach QR. To ciekawy dodatek, który sprawia, że czytelnik może jeszcze bardziej zanurzyć się w świecie przedstawionym przez autorkę.


Warto również wspomnieć, że historia opisana przez Katarzynę Kielecką nie jest jedynie wytworem wyobraźni. Wydarzenia, które stały się udziałem bohaterów „Wakacji po włosku”, wydarzyły się naprawdę. Autorka inspirowała się sytuacjami, które mogą spotkać podróżujących po Włoszech, pokazując, że nawet wymarzony urlop może czasem przybrać zupełnie nieoczekiwany obrót.


Perypetie rodziny Sarneckich mogą stać się dla wielu czytelników nie tylko źródłem uśmiechu i dobrej zabawy, ale także pewnego rodzaju wskazówką i przestrogą. Bo choć wakacyjne wyjazdy kojarzą nam się przede wszystkim z odpoczynkiem, pięknymi widokami i beztroską, warto pamiętać, że w podróży mogą pojawić się również sytuacje, na które nie mamy wpływu. Awaria samochodu, problemy organizacyjne czy różnice w podejściu do załatwiania spraw za granicą mogą przytrafić się każdemu. Ta książka pokazuje jednak, że nawet w obliczu trudności najważniejsze są spokój, wzajemne wsparcie i ludzie, z którymi dzielimy te doświadczenia.


„Wakacje po włosku” to ciepła, pełna humoru i życiowej prawdy opowieść o rodzinie, której los postanowił zafundować urlop daleki od ideału. A jednak to właśnie te nieprzewidziane sytuacje, wspólne rozwiązywanie problemów i ogromna dawka rodzinnego ciepła sprawiają, że ta historia zostaje w pamięci na długo.



Jeśli szukacie książki, która poprawi humor, pozwoli na chwilę przenieść się do słonecznych Włoch i przypomni, że najlepsze wspomnienia często rodzą się z największego chaosu - koniecznie sięgnijcie po „Wakacje po włosku”.

Polecam,


Katja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz