Witajcie!
Dzisiaj przychodzę do Was z
recenzją książki, którą przez ostatni czas pokazywałam na profilu Książkowe
wieczory u Katji. Mowa o „Błękitnych kopertach” Marty Jednachowskiej.
Przyznam szczerze, że choć początkowo nie spodziewałam się aż tak intensywnej
historii, dawno żadna przeczytania w
ostatnim czasie książka nie wciągnęła mnie w taki sposób. Za egzemplarz
recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Novae Res. Jak zawsze, jest to moja w
pełni subiektywna opinia.
„W życiu
najważniejsze jest to, żeby być sobą i żyć w zgodzie z własną naturą.”
Zastanawialiście się kiedyś, czy
można w pełni ufać własnemu umysłowi? Czy to, co widzimy, na pewno jest
prawdziwe? Ja czasem wracam do takich myśli, ale po tej książce spojrzałam na
nie z zupełnie innej strony - trochę bardziej niepokojącej. Dlaczego? No
właśnie….
Główna bohaterka, Łucja, co roku
w dniu swoich urodzin otrzymuje tajemnicze listy. Niby nic niezwykłego, a
jednak zawsze przychodzą w tych samych błękitnych kopertach i zawsze od tej
samej osoby, podpisującej się jako „Przyjaciółka”. Najbardziej niepokojące jest
to, że autorka listów wie o Łucji rzeczy, których wiedzieć nie powinna. Co
więcej, opisuje wydarzenia, które dopiero mają się wydarzyć.
Przez długi czas Łucja zachowuje
tę korespondencję dla siebie, traktując ją jak swój sekret. Wszystko zaczyna
się zmieniać w chwili, gdy decyduje się powiedzieć o listach swojemu
narzeczonemu. Nagle okazuje się, że pudełko z listami znika, a on twierdzi, że
nigdy czegoś takiego nie było. I właśnie wtedy pojawia się niepokój.
Łucja zaczyna wątpić w siebie, w
swoje wspomnienia i w to, co jest prawdą. Granica między rzeczywistością a tym,
co podsuwa jej umysł, stopniowo się zaciera. W końcu decyduje się na terapię,
ale pytanie pozostaje niezmienne- czy
błękitne koperty naprawdę istniały?
Najbardziej wciągnął mnie motyw
listów. Od pierwszych stron czułam, jak bardzo wchodzę w tę historię i jak
silnie przeżywam ją razem z bohaterką. Każda kolejna korespondencja budowała
napięcie i sprawiała, że coraz bardziej chciałam poznać prawda bardzo
zaskoczyła, ale o tym, musicie przekonać się sami sięgając po lekturę.
Ciekawie została poprowadzona
również relacja Łucji z jej narzeczonym, Przemkiem. Mężczyzna od samego początku wzbudzał we mnie mieszane uczucia,
momentami potrafił irytować, ale właśnie to dodawało tej historii
autentyczności. Duże wrażenie zrobiły na mnie także sceny terapii, które
pokazują, jak łatwo można zacząć podważać samego siebie, gdy ktoś konsekwentnie
podkopuje naszą pewność.
„Często ktoś gra
naszymi emocjami, manipuluje, a my cierpimy i nie potrafimy tego dostrzec.”
Jednym z najmocniejszych aspektów
„Błękitnych kopert” jest temat
manipulacji. Autorka bardzo dobrze pokazuje, jak ogromny wpływ mogą mieć na nas
słowa, zwłaszcza te wypowiadane przez bliskie osoby. To stopniowe odbieranie
pewności siebie, podważanie rzeczywistości i poczucia własnej wartości zostało
przedstawione w sposób bardzo realistyczny i poruszający.
Obserwujemy, jak Łucja się
zmienia, oddala od ludzi i przestaje ufać samej sobie. To daje do myślenia, bo
uświadamia, jak łatwo można wpłynąć na drugiego człowieka.
W moim odczuciu fabuła powieści
jest dobrze przemyślana i naprawdę trzyma w napięciu, ale mam wrażenie, że ta
historia niesie ze sobą coś więcej. To nie tylko opowieść o tajemnicy, ale też
o konsekwencjach manipulacji i o tym, że za każdym działaniem kryje się jakiś
powód.
Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo
to książka, którą zdecydowanie warto odkrywać samodzielnie. Mogę jedynie
powiedzieć, że trudno było mi się od niej oderwać i bardzo chciałam poznać
zakończenie.
Jeśli zastanawiacie się co
znajdziecie w najnowszej powieści Marty Jednachowskiej- odpowiem pokrótce. To
książka w której znajdziecie zaskakujące zwroty akcji, halucynacje i wątpliwości.
To powieść, która zostaje z czytelnikiem na długo. I najważniejsze- dla mnie i
mam nadzieję, że również i dla Was. „Błękitne koperty” to powieść o silnym
psychologicznym wydźwięku. Momentami niepokojąca, chwilami wręcz intrygująca,
ale przede wszystkim bardzo życiowa.
Czy warto po nią sięgnąć? Ja spędziłam
z nią naprawdę świetny czas i z czystym sumieniem mogę ją polecić. Jeśli
lubicie historie, które nie tylko wciągają, ale też zostawiaj ą Was z
refleksją, zdecydowanie warto ją przeczytać.
Polecam,
Katja

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz