Witajcie,
Trudno żegnać się z bohaterami, którym towarzyszyło się przez trzy tomy. Czytając „Zanim zapomni o nas wiatr”, chciałam poznać zakończenie ich historii, ale miałam też świadomość, że to już nasze ostatnie spotkanie. Cały cykl „ Na Pomorzu” objęłam patronatem medialny, dlatego jego finał był dla mnie szczególną lekturą. Dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina za zaufanie i możliwość towarzyszenia tym powieściom. Dzisiaj zapraszam Was do zapoznania się z recenzją patronacką ostatniego tomu cyklu.
Marlena Wittstock prowadzi bohaterów przez I wojnę światową i pierwsze lata odrodzonej Polski. Wielkie wydarzenia wpływają na ich codzienność, pracę, związki i plany. Odzyskanie niepodległości przynosi nadzieję, ale nie przekreśla przecież osobistych strat. Trzeba dalej żyć z pamięcią o tym, co się wydarzyło, i znaleźć dla siebie miejsce w zmienionym świecie.
W centrum tej historii są między innymi Alicja Dobrowolska i Juliusz Bogusławski. Zakochani, pragną wspólnej przyszłości, jednak ich uczucie rozwija się w czasie, w którym trudno mieć pewność jutra. Kibicowałam im, ale też zastanawiałam się, jak wiele może udźwignąć miłość. Samo pragnienie bycia razem nie usuwa lęku, nie chroni przed cierpieniem i nie sprawia, że wszystko staje się prostsze. Właśnie dlatego ich losy tak mnie zajmowały bardzo chciałam wiedzieć, co zrobią ze swoim uczuciem i jak poradzą sobie z tym, co przyniesie rzeczywistość.
Bardzo interesował mnie również wątek Joanny Lewickiej, która walczy o swoje miejsce w świecie medycyny. Jej historia zwraca uwagę na zawodowe ambicje kobiety, potrzebę samodzielności i możliwość decydowania o sobie. Na tle wojny praca medyczna oraz pomoc rannym nabierają szczególnego znaczenia.Za potrzebą niesienia pomocy stoi przecież spotkanie z konkretnym cierpieniem, wobec którego nie zawsze można zrobić tyle, ile by się chciało. To jeden z tych tematów, które najmocniej zatrzymywały mnie podczas lektury.
Alicja, Joanna, Matylda , każda z tych kobiet wnosi do powieści własne doświadczenia. Przyglądałam się ich wyborom, relacjom z bliskimi i temu, jak odnajdują się w kolejnych rolach. Ważne miejsce zajmuje macierzyństwo, troska o rodzinę, ale również własne pragnienia, których nie da się tak po prostu odłożyć. Podobało mi się, że mogłam patrzeć na tę historię z różnych kobiecych perspektyw. Dzięki temu wyraźniej widać, że te same czasy dla każdej osoby oznaczają coś innego.
Nie brakuje również postaci męskich i ich historii. Relacje między bohaterami tworzą całość, w której czyjeś decyzje wpływają na życie innych. Wracają osoby poznane we wcześniejszych częściach, a wraz z nimi dawne sprawy i uczucia. Dla mnie te powroty były ważne. Po trzech tomach chciałam wiedzieć, dokąd doprowadziły bohaterów ich wybory, co udało im się zachować, a z czym musieli się pożegnać.
W tej części mocno wybrzmiewają strata i śmierć. Są wydarzenia, po których codzienność nie może już wyglądać tak samo. Autorka pokazuje, że wojna pozostaje w życiu ludzi także wtedy, kiedy trzeba wrócić do obowiązków, zadbać o bliskich i pomyśleć o przyszłości. Czytając, zastanawiałam się przede wszystkim nad tym, skąd człowiek bierze siłę, żeby po kolejnych bolesnych doświadczeniach znów komuś zaufać albo pozwolić sobie na szczęście.
Pomorze i obecna w opowieści Radunia towarzyszą tym ludzkim historiom. Znajome miejsca przypominają o wcześniejszych wydarzeniach, a jednocześnie pozwalają dostrzec, jak bardzo zmienili się bohaterowie. Szczególnie odczułam to właśnie teraz, przy zakończeniu cyklu. Pamiętałam ich wcześniejsze nadzieje, dlatego z większym przejęciem patrzyłam na to, co przyniosło im życie.
Marlena Wittstock domyka wątki, dając czytelnikowi czas na pożegnanie z postaciami. Były momenty, które przynosiły mi ulgę, i takie, przy których robiło mi się zwyczajnie smutno. Najbardziej doceniam jednak to, że za historycznymi wydarzeniami cały czas widziałam ludzi: zakochanych, przestraszonych, potrzebujących bliskości, próbujących pomóc innym i zatroszczyć się o siebie.
„Zanim zapomni o nas wiatr” zostawiło mnie z myślą o tym, jak trudno oceniać czyjeś wybory, kiedy nie zna się ciężaru doświadczeń, które za nimi stoją. To opowieść o miłości, odpowiedzialności i marzeniach wystawionych na próbę przez historię. Dla mnie również o kobietach, które mimo własnego lęku i cierpienia znajdują siłę, by działać.
Jeśli lubicie powieści obyczajowo-historyczne, w których równie ważne jak wydarzenia są uczucia, rodzinne więzi i konsekwencje podejmowanych decyzji, polecam Wam tę serię od pierwszego tomu.
Polecam, Katja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz