Witajcie,
Dzisiaj, 12 października
na rynek księgarski trafia wyjątkowa powieść. ”Dom pełen marzeń” autorstwa
Beaty Agopsowicz, wydana przez Wydawnictwo Szara Godzina. To już druga powieść tej autorki, której mam
przyjemność patronować jako Książkowe wieczory u Katji. Po „Domu babci”
wiedziałam, że sięgam po pióro, które lubi dotykać spraw ważnych. Nie
spodziewałam się jednak, że ta historia tak mocno skłoni mnie do przyjrzenia
się relacjom, rodzinie i temu, co wynosimy z własnego domu. Pozwólcie, że
podzielę się moimi przemyśleniami w recenzji premierowej.
Musicie wiedzieć, że „Dom
pełen marzeń” to tak naprawdę historia trzech zagubionych osób.
Magdy, dorosłej kobiety,
która mimo własnego wieku wciąż żyje pod czujnym okiem rodziców. Ich troska z
czasem zaczyna przypominać więzienie, a Magda coraz bardziej czuje, że nie
potrafi oddychać własnym życiem.
Łukasza, który po latach
wraca z Anglii do rodzinnego domu. Mężczyzny, który wiele w sobie nosi, ale
niekoniecznie potrafi o tym mówić.
I Jana, jego ojca.
Człowieka, którego przeszłość i decyzje w dużej mierze ukształtowały syna.
I właśnie historia
Łukasza oraz Jana jest dla mnie jednym z najmocniejszych punktów tej powieści.
Autorka wykorzystuje
retrospekcje, dzięki którym stopniowo odkrywamy przeszłość bohaterów.
Początkowo nie wszystkie elementy do siebie pasują. Dopiero z czasem zaczynamy
rozumieć, dlaczego Łukasz jest właśnie taki, a nie inny. Dlaczego ma trudności
z okazywaniem uczuć. Dlaczego pewne sytuacje wywołują w nim określone reakcje.
Bo człowiek nie zawsze
zaczyna dorosłe życie z czystą kartą. Czasami zabieramy ze sobą cały bagaż
dzieciństwa. Sposób, w jaki kochali nas rodzice. To, czego nam zabrakło. To,
czego nie potrafiliśmy powiedzieć. Nieobecność. Żal. Niewypowiedziane
pretensje.
I później, często
zupełnie nieświadomie, przenosimy to wszystko do własnych relacji.
Ale Beata Agopsowicz
pokazuje również drugą stronę przysłowiowego medalu. Czasami obcy człowiek
potrafi dać nam więcej ciepła niż ktoś, z kim łączą nas więzy krwi.
I tutaj ogromną rolę w
powieści odgrywa pani Wanda. Dla mnie to właśnie ona jest takim ciepłym
światłem tej historii. Kobietą, która nie ocenia, nie narzuca, ale daje
drugiemu człowiekowi poczucie, że jest ważny. To właśnie przy niej Magda
zaczyna odzyskiwać wiarę w siebie. Zaczyna dostrzegać, że może być samodzielna,
kochana i wartościowa.
Bardzo podobało mi się
również zestawienie bohaterów. Magda i Lena. Łukasz i Paweł. Dwie kobiety,
dwóch mężczyzn, a jednak zupełnie różne doświadczenia, charaktery i sposoby
patrzenia na życie.
Beata Agopsowicz pokazuje,
że nie ma jednego sposobu na bycie kobietą, mężczyzną, partnerem czy dzieckiem.
Każdy z nas niesie własną historię.
„Dom pełen marzeń” nie
jest książką łatwą. I chyba właśnie dlatego tak bardzo mi się podobała.
Poznajemy w niej myśli
bohaterów, ich lęki, żal, radość, poczucie winy i nadzieję. Czasami wracamy do
tych samych emocji, ale dla mnie nie było to niepotrzebnym powtórzeniem. Wręcz
przeciwnie. Dzięki temu jeszcze mocniej możemy wejść w psychikę bohaterów i
zrozumieć ich decyzje.
„Dom pełen marzeń” to
powieść o rodzinie, ale nie tylko. O korzeniach, które czasami trudno odciąć. O
ranach, które nosimy przez lata. O tym, że można powielać rodzinne schematy,
ale można też spróbować je przerwać.
I chyba najważniejsze
przesłanie, jakie zabieram z tej historii?
Nigdy nie jest za późno,
żeby spróbować naprawić to, co zostało zniszczone. Może nie wszystko da się
cofnąć. Nie odzyskamy straconych lat. Nie zmienimy tego, co już się wydarzyło.
Ale możemy zdecydować, co
zrobimy z tym dzisiaj.
„Dom pełen marzeń” to
książka pełna emocji. Od radości po smutek. Od nadziei po żal. Od poczucia
zagubienia po próbę odnalezienia własnego miejsca.
I właśnie dlatego uważam,
że jest to historia dla młodych, dla dorosłych, dla rodziców i dla każdego, kto
choć raz zastanawiał się nad tym, dlaczego jest taki, jaki jest.
Czytając ją, kilka razy
złapałam się na tym, że myślę o własnych relacjach i własnych korzeniach.
A jeśli książka potrafi
zatrzymać czytelnika nie tylko na swoich stronach, ale również w jego własnym
życiu, to znaczy, że zrobiła coś naprawdę ważnego.
Czy polecam?
Zdecydowanie.
Sięgnijcie po „Dom pełen
marzeń” i sprawdźcie, czy historia Magdy, Łukasza i Jana również zostanie z
Wami na dłużej.
Premiera już dzisiaj,
czyli 12 października 2026 roku.
Polecam,
Grafikę przygotowano z użyciem AI.
Katja

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz