Strony

wtorek, 21 kwietnia 2026

"Błękitne koperty"-Marta Jednachowska- recenzja przedpremierowa

 Witajcie!

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, którą przez ostatni czas pokazywałam na profilu Książkowe wieczory u Katji. Mowa o „Błękitnych kopertach” Marty Jednachowskiej. Przyznam szczerze, że choć początkowo nie spodziewałam się aż tak intensywnej historii, dawno żadna  przeczytania w ostatnim czasie książka nie wciągnęła mnie w taki sposób. Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Novae Res. Jak zawsze, jest to moja w pełni subiektywna opinia.




 

„W życiu najważniejsze jest to, żeby być sobą i żyć w zgodzie z własną naturą.”

Zastanawialiście się kiedyś, czy można w pełni ufać własnemu umysłowi? Czy to, co widzimy, na pewno jest prawdziwe? Ja czasem wracam do takich myśli, ale po tej książce spojrzałam na nie z zupełnie innej strony - trochę bardziej niepokojącej. Dlaczego? No właśnie….

Główna bohaterka, Łucja, co roku w dniu swoich urodzin otrzymuje tajemnicze listy. Niby nic niezwykłego, a jednak zawsze przychodzą w tych samych błękitnych kopertach i zawsze od tej samej osoby, podpisującej się jako „Przyjaciółka”. Najbardziej niepokojące jest to, że autorka listów wie o Łucji rzeczy, których wiedzieć nie powinna. Co więcej, opisuje wydarzenia, które dopiero mają się wydarzyć.




Przez długi czas Łucja zachowuje tę korespondencję dla siebie, traktując ją jak swój sekret. Wszystko zaczyna się zmieniać w chwili, gdy decyduje się powiedzieć o listach swojemu narzeczonemu. Nagle okazuje się, że pudełko z listami znika, a on twierdzi, że nigdy czegoś takiego nie było. I właśnie wtedy pojawia się niepokój.

Łucja zaczyna wątpić w siebie, w swoje wspomnienia i w to, co jest prawdą. Granica między rzeczywistością a tym, co podsuwa jej umysł, stopniowo się zaciera. W końcu decyduje się na terapię, ale pytanie pozostaje niezmienne- czy błękitne koperty naprawdę istniały?

Najbardziej wciągnął mnie motyw listów. Od pierwszych stron czułam, jak bardzo wchodzę w tę historię i jak silnie przeżywam ją razem z bohaterką. Każda kolejna korespondencja budowała napięcie i sprawiała, że coraz bardziej chciałam poznać prawda bardzo zaskoczyła, ale o tym, musicie przekonać się sami sięgając po lekturę.





Ciekawie została poprowadzona również relacja Łucji z jej narzeczonym, Przemkiem. Mężczyzna od samego  początku wzbudzał we mnie mieszane uczucia, momentami potrafił irytować, ale właśnie to dodawało tej historii autentyczności. Duże wrażenie zrobiły na mnie także sceny terapii, które pokazują, jak łatwo można zacząć podważać samego siebie, gdy ktoś konsekwentnie podkopuje naszą pewność.

 

„Często ktoś gra naszymi emocjami, manipuluje, a my cierpimy i nie potrafimy tego dostrzec.”

 

Jednym z najmocniejszych aspektów „Błękitnych kopert” jest  temat manipulacji. Autorka bardzo dobrze pokazuje, jak ogromny wpływ mogą mieć na nas słowa, zwłaszcza te wypowiadane przez bliskie osoby. To stopniowe odbieranie pewności siebie, podważanie rzeczywistości i poczucia własnej wartości zostało przedstawione w sposób bardzo realistyczny i poruszający.

Obserwujemy, jak Łucja się zmienia, oddala od ludzi i przestaje ufać samej sobie. To daje do myślenia, bo uświadamia, jak łatwo można wpłynąć na drugiego człowieka.




W moim odczuciu fabuła powieści jest dobrze przemyślana i naprawdę trzyma w napięciu, ale mam wrażenie, że ta historia niesie ze sobą coś więcej. To nie tylko opowieść o tajemnicy, ale też o konsekwencjach manipulacji i o tym, że za każdym działaniem kryje się jakiś powód.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo to książka, którą zdecydowanie warto odkrywać samodzielnie. Mogę jedynie powiedzieć, że trudno było mi się od niej oderwać i bardzo chciałam poznać zakończenie.

Jeśli zastanawiacie się co znajdziecie w najnowszej powieści Marty Jednachowskiej- odpowiem pokrótce. To książka w której znajdziecie zaskakujące zwroty akcji, halucynacje i wątpliwości. To powieść, która zostaje z czytelnikiem na długo. I najważniejsze- dla mnie i mam nadzieję, że również i dla Was.  „Błękitne koperty” to powieść o silnym psychologicznym wydźwięku. Momentami niepokojąca, chwilami wręcz intrygująca, ale przede wszystkim bardzo życiowa.




Czy warto po nią sięgnąć? Ja spędziłam z nią naprawdę świetny czas i z czystym sumieniem mogę ją polecić. Jeśli lubicie historie, które nie tylko wciągają, ale też zostawiaj ą Was z refleksją, zdecydowanie warto ją przeczytać.

 

Polecam,

Katja

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz